O hańbie XXI wieku przy okazji dyskusji nad ponownym wyłożeniem nowego projektu SUiKZP Lublina

Podczas wczorajszej, kolejnej publicznej dyskusji w ramach ponownego wyłożenia nowego projektu SUiKZP Lublina, można było usłyszeć o ogromnej krzywdzie ludzkiej, która związana jest z miejską planistyką na północy i wschodzie oraz innych częściach naszego miasta.
Było o problemach całych pokoleń mieszkańców Ponikwody, o nie mniej poważniejszym dyskomforcie mieszkańców Rudnika, obawach mieszkańców Bronowic i Tatar, czy też negatywnych doświadczeniach mieszkańców Kalinowszczyzny.

Pomimo prób niedopuszczenia do głosu tych, których z innymi łączy niezbędne do życia powietrze i miłość do zamieszkiwanego miasta — w końcówce tego materiału pojawiają się elementy, które są hańbą nie dla mieszkańców, a ich pośredników w sprawowaniu przez suwerena władzy.

Głównych adresatów postulatów, próśb, sugestii i uwag mieszkańców nie było, bo ich czas zaprzątnęły sprawy związane ze zbliżającymi się wyborami samorządowymi.

Z reguły, to dyskusje mieszkańców Lublina tak nad pierwszym, jak i drugim wyłożeniem projektu nowej lokalnej konstytucji planistycznej nie cieszyły i nie cieszą się zainteresowaniem miejskich radnych, jako przedstawicieli organu stanowiącego i kontrolnego naszego miasta. Poza nielicznymi wyjątkami z latarnią morską można byłoby szukać tych, którzy mają wkrótce zadecydować o przyszłości Lublina na najbliższych kilka, kilkanaście lub kilkadziesiąt lat.

Wielki Zderzacz Hadronów nie dałby rady dostrzec na tych konsultacjach z mieszkańcami Lublina przewodniczących koalicyjnych klubów miejskich radnych, którzy mając statutową większość, będą decydować o ramach dla warunków zdrowia i życia wszystkich mieszkańców naszego miasta.

Miłego oglądania lub słuchania niemiłych reakcji wobec próśb i uwag tych, którzy utrzymują takie instytucje jak Urząd Miasta Lublin:

Serdeczności,
Andrzej Filipowicz
LAS/POL/RDCP